piątek, 17 lutego 2012

Prace Stolarskie cz.6 - Ostatni parapet na warsztacie

Jak zapewne widać nie jest środa tylko piątek .. a parapety nie skończone. Nie jest jednak tak źle. Kolejne warstwy lakieru na duży parapet Karolinki położone i wyschnięte. Generalnie parapet gotowy.


A jak gotowy to i zamontowany. Wczoraj wieczorem pianka poszła w ruch i parapet został zainstalowany na swoim miejscu.



Na gotowo jest też zrobiony parapet Michałka. Wczoraj na noc połozyłem jeszcze ostatnie warstwy lakieru więc dziś wieczorem będzie instalowany. Na zdjęciu jeszcze surowy i pobejcowany.



Teraz jest już polakierowany ... ale nie zrobiłem zdjęcia. W tym czasie  zdjąłem ściski, wyszlifowałem, przyciąłem boki i dokleiłem boczne listwy do parapetu Piotrusia. Doszedłem do wniosku, że instalacja służąca do doklejania tych bocznych listewek jest najbardziej skomplikowana. Zobaczcie zresztą sami .... listewka długości 20cm a użyte 6 ścisków we wszystkich kierunkach świata :)


Dziś oprócz przyklejenia parapetu Michałka planuje wyszlifować i dopasować ten Piotrusiowy, pobejcować i położyć ze dwie warstwy lakieru. Jutro powinien być już zamontowany na swoim miejscu.

wtorek, 14 lutego 2012

Prace Stolarskie cz.5 - Ostatnie parapety sosnowe.

Znacie to uczucie kiedy pomimo najszczerszych dobrych chęci i altruistycznych pobudek coś robicie, a jakiś burak sprowadzi was do swojej skali i zainsynuuje, że robicie to z ukrytych pobudek lub dla wyciągnięcia korzyści ..... i od razu się odechciewa... Ot taka dygresja, na szczęście drewno jest bezkrytyczne a o nim tutaj ma być :)

Tak jak planowałem w ten weekend ruszyłem dalej z parapetami. Żeby już zamknąć ten rozdział uruchomiłem produkcję taśmową :). 


Po lewej klei się parapet do Piotrusia, po prawej z góry schnie pobejcowany parapet do dzidziusia, a pod nim klei się parapet do Michałka.


Parapet dzidziusia to największy jaki zrobiłem. Ma 170cm długości. Tego wieczoru jeszcze położyłem dwie warstwy lakieru. Mam nadzieję, że do jutra zamknę ten etap prac stolarskich. Potem będzie mały przerywnik na budowę mebli do pokoju Karolinki (bo tak ma mieć na imię dzidziuś), a potem zrobię pierwszą przymiarkę do robienia Parapetów z merbauowej deski podłogowej, których to desek kupiłem więcej z zamiarem zrobienia z nich parapetów i trepów na schody. Tam technologia będzie zupełnie inna, bo na podkład w płyty OSB 25mm będę kleił 10mm deski podłogowe. Zobaczymy jak to wyjdzie. Pierwszy parapet zacznę robić za około 2 tygodnie.

poniedziałek, 6 lutego 2012

Prace Stolarskie cz.4 - Parapety w sypialni zrobione

Tytuł zdradza etap postępu prac :). No ale po kolei. Przygotowany w poprzednim poście parapet wysechł i przystapiłem do wstępnej obróbki. Używam do t ego "czołgu" czyli szlifierki taśmowej.


Następnie zrobiłem kilka przymiarek i doszlifowałem tu i ówdzie żeby parapet ładnie pasował do glifu.


Chyba sie to udało :)


 Następnie przyszła pora na doklejenie bocznych krawędzi. Wcześniej o tym nie pisałem, ale moje deski sa od spodu fazowane co 3 cm wzdłuż, co niby miało zapobiec skręcaniu się tych desek (jakoś nie zapobiegło). W rezultacie przycięta deska przyklejona do boku ujawniała by z przodu tą właśnie fazkę. Wszystkie boczne doklejki zwężałem o głębokość tej fazki na krajzedze. Wiem że nic z tego nie zrozumieliście (sam bym nie zrozumiał) więc przy nastepnym parapecie pokaże o co chodzi.
Tak czy inaczej boki doklejone. Mój patent polaga na przykręceniu ściskiem kawałka deski do parapetu żeby się mieć o co zaczepić ściskami i docisnąć boczną krawędź W przeciwnym razie musiałbym mieć ścisk o długości 1,5 metra :) ... a nie mam.


 Tu widać dociśniętą krawędź.


Kiedy wszystko wyschło, zostało dokładnie już i ostatecznie wyszlifowane, najpierw czołgiem z drobniejszym papierem a potem szlifierką oscylacyjną z już bardzo dorbnym papierem. Tu dygresja na temat markowych narzędzi. Podobnie jak ze szlifierką kontową którą mam marki krzak (jakiś Pegasus) i która służy mi juz 10 lat i zbudowała już 2 domy, tak i szlifierkę oscylacyjna mam pegasus i mam ja już lat 7. Kosztowała cgyba ze 40 zł ... :) Ale wracając do parapetów, po doszlifowaniu zabrałem się za bejcowanie. Do tej pory nie tłumaczyłem się czym i jak bejcuje i maluje parapety. Otóz nie zdezydowałem się na lakierobejcę po pierwsze dla tego że jest droga, a po drugie dla tego że nie wnika w drewno tak jak zwykła bejc, i odprysk lakieru powoduje odprysk koloru. Cena też ma duże znaczenie. Buteleczka bejcy widoczna w tle poniższego zdjęcia kosztowała 2,76 PLN i starczyła na 3 parapety i jeszcze tropchę zostało. Lakierowałem Nitrolakiem za 24 PLN za litr. Teraz komu się chce niech to porówna z ceną i wydajnością litra lakierobejcy.


Dodatkową zaletą Nitrolaku jest to że bardzo szybko schnie. Po 2 godzinach można już montować parapet. Tak więc po 2 warstwach bejcy i 4 warstwach lakieru odczekałem 3 godzinki i zamontowałem parapet.


Jako niespokojna dusza jeszcze tego samego dnia skleiłem ostatni parapet. wyszlifowałem pobejcowałem i połozyłem dwie pierwsze warstwy lakieru. Rano dołożyłem kolejne dwie i tym sposobem w południe w niedzielę zamontowałem ostatni parapet w sypialni. Ten jak zapewne zauwazyliście jest nieco węższy, to to po to żeby się w głowe nie stukać kiedy człowiek chce się wyżej położyć żeby po czytać.


Na kilka dni złożyłem mój warsztat stolarski i pewnie reaktywuje go dopiero w piątek. Do tego czasu mój organizm powinien wydalić wszystkie drzazgi które wbiły się zbyt głęboko żeby wysłumać je narzędziami :)

czwartek, 2 lutego 2012

Prace stolarskie cz.3

Wczoraj kontynuowałem prace stolarskie nad parapetami. W pierwszej kolejności wyciąłem dokładnie krztałt według pobranych wcześniej wymiarów. Oznaczało to również obcięcie przedniego brzegu tak by parapet miał 42cm (konkretnie to 40 ale 2 jeszcze dokleję). Odcięty kawałek przykleiłem z przodu jako pogrubienie blatu.


Wszystko przyklejone i ściśnięte ściskami do wyschnięcia. W tym czasie zabrałem się za montowanie poprzedniego, gotowego już parapetu. Najpierw przymiarka.


Niby wszystko dobrze a nie dobrze. Blat jest trochę za cienki, i musiałbym coś podkładać pod spód. Została by szpara. Ponadto w miejscu klejenia desek w jednym miejscu uginał sie i przez to nabierał wypukłego krztałtu, dodatkowo sugerując że przy mocniejszym oparciu może się złamać. Tego nie chcemy, więc czymprędzej przeanalizowałem dostępne materiały i znalazłem rozebraną szafę, którą robiłem do wynajmowanego mieszkania 12 lat temu. w międzyczasie służyła potem mi w kolejnych 2 mieszkaniach, potem mojemu bratu, a od jakiegoś czasu leży rozebrana na deski najpierw u brata a potem u mnie.Wyciąłem, przykręciłem na wkręty i jest OK.


Wypełniłem płytą blat od spodu. Nie wystaje za obrys, ładnie wykańcza od spodu, usztywnia i pogrubia. Generalnie wszystko to o co chodzi. Nie pozostało nic innego jak przykleić. Nie wiem czy mówiłem ale od lat parapety, trepy od schodów i tym podobne montuje na piankę montażową. Tak było i tym razem. Po zamontowaniu i wypoziomowaniu nastąpiło obstawienie parapetu pierdołkami i gotowe! :)



Do soboty powinienem skończyć i zamontowac drugi. Trzeci będzie łatwiejszy bo nie powinien wystawać za obrys ściany, bo uwierałby mnie w głowę gdy siedzę i czytam w łóżku :) .. ale to w dalszych częściach serii o pracach stolarskich :)

środa, 1 lutego 2012

Prace stolarskie cz.2 - Operacja "Parapet"

Tak jak obiecałem, nieco więcej o parapetach. Na zachętę najpierw pokażę wam jak wygląda teraz ten parapet który pokazywałem ostatnio, gdyż obecnie pokryty jest 4 warstwami lakieru ... na zdjęciu jeszcze lakier jest mokry :)

Zacząłem robić drugi, więc teraz pora na relację krok po kroku. Otóż, wybieramy w miare łądne, niesękate i gładkie deski podłogowe.


Następnie tniemy je na odpowiednie długości i składamy na próbe w parapet.


Następnie smarujemy felce od desek klejem, i ściskamy ściskami stolarskimi. żeby się parapet nie wygiął w łódkę, skręcamy go ze stołem deskami na storc przy pomocy ścisków. Dzięki temu nasz "blat" będzie prosty.


Całość pozostawiamy do wyschnięcia. Dziś wieczorem będe kontynułował budowę parapetu, czyli dopasowywał krztałt, wycinał i przyklejał obrzeża, szlifował, bejcował i lakierował. Jutro postaram się uzupełnić relację z budowy parapetu o dalsze postępy :)

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Prace stolarskie cz.1

Rozpoczęły się prace stolarskie. Na razie jedno szybkie zdjęcie z komórki, ale obiecuje szczegułowe relacje.

wtorek, 24 stycznia 2012

Przyczyna dolegliwości centralnego ogrzewania

Choć co prawda minał już miesiąc od czasu kiedy zagadkowa przyczyna dolegliwości została znaleziona, nie pisałem o tym gdyż z przyczyn osobistych rozwazałem nie kontynułowanie tego bloga. Doszedłem jednak do wniosku że nie pozwole by czyjeś chore urojenia wpływały na moje życie więc powracam do relacjonowania z postępów.
Tak jak wspominałem dwa posty temu pierwszym krokiem było wlutowanie trójnika na "fajce" za układem wymiennikowo pompowym i zamontowanie tam odpowietrznika. Nie powiem ile sie przy tym na kląłem i jak mi wszystko szlo pod górkę. Okazało się że lutowanie rury 32mm zwykłym palnikiem na propan nie jest takie proste. Trudno na całym obwodzie uzyskać odpowiednia temperaturę by cyna ładnie sie wciagneła. z Początku na dodatek prubowałem wlutować trójnik mosiężny, co w ogóle okazało się nie mozliwe. Ostatecznie udało mi się wlutowac trójnik w taki sposób, że na jednym z lutów ciekł tylko 1 kroplę na 20 sekund :D. Zamontowałem odpowietrznik, wszystko odpowietrzyłem, uruchomiłem pompy i ...... i dupa. Bez zmian.
Widząc, że bitwa przegrana zadzwoniłem po moich kolegów hydraulików którzy robili u mnie instalację, a oni wspaniałomyślnie stawili się i nterwencyjnie już następnego dnia. Tu wielki ukłon w strone chłopaków.
Byłem zdecydowany na przeniesienie pompy gdzieś na dół, ale chłopaki stwierdzili że nie ma takiej opcji żeby najpierw rok działało dobrze a potem nagle naczynie jest za nisko. w końcu namówili  mnie na zdemontowanie wymiennika i dokładne czyszczenie. Przy demontarzu elementów wymiennika na obiegu pierwotnym okazało się że w wielu miejscach jest wszystko przydkane kawałkami tego zielonego paskudztwa na które webermann (czytaj ferro) skręca cały zestaw. W środku kawałki tego sie po odrywały i po zatykały wszystko co sie dało, a że filtr jest na samym wejściu, to wymiennika i trójnika z termometrem to nie zabezpieczyło. W efekcie wszystkie fabrycznie skręcane elementy zostały rozkręcone, wyczyszczone, i skręcone tym razem na pakuły. Wymiennik okazał się tak zasyfiony że ogarneło mnie przerażenie. Niestety obieg pierwotny dodatkowo przydkany jest ewidentnie tym zielonym syfem do skręcania rur. Pomimo zastosowania środków do odkamieniania i czyszczenia wymienników obieg pierwotny stawiał wyraźnie większy opró od wtórnego. Mając nadzieję że to co zrobiliśmy wystarczy zamontowaliśmy całość spowrotem. Rozruch i ..... i dupa. Trochę lepiej, ale nadal źle. Chłopaki nie dają za wygraną. Po burzy mózgów doszliśmy do wniosku że skoro pompa na wtuyrnym obiegu pracuje pod cisnieniem, to będzie miała mniejszą skłonność do kawitacji. No i rzyutem na taśmę, odwróciliśy wymiennik. Przydkana strona poszła na obieg wtórny, a ta o swobodnym przepływie na pierwotny, gdzie pompa ma większą skłonnosc do kawitacji ze wzgledu na brak ciśnienia w układzie. Skręciliśmy, zalalismy i ..... i działa jak trzeba!!!. Moge każdą pompę odpalić na kazdym biegu i wszystko działa cicho i bez kawitacji. Nic sie nie zapowietrza.

Jak sie zaraz okazało wszystko to w ostatniej chwili, bo wkrótce później nastapiło ochłodzenie, a nawet zdarzały sie mrozy i śniegi, a mnie nic nie rusza .... no może oprócz tego jednego razu kiedy wichura zerwala przewpody na słupach i przez 12 godzin nie było pradu i musiałem ratowac się agregatem, bo piec dopiero co zasypany weglem był ... ale to już odrębna historia.