Nie jestem w stanie powiedzieć cóż za pomroczność jasna mnie dopadła w trakcie budowy, że nie zmieniłem kształtu schodów który był w projekcie. Instynkt zadziałał i pierwsza myśl była żeby je wyprostować i zrobić kanciaste, ale na swoja zgubę zapytałem o zdanie Pani Małżonki, która rzekła " .... nieee .. takie okrągłe są ładne". Nie da się ukryć, ładne są, tylko kto i czym je oklei takie okrągłe.
... niestety odpowiedź dopadła mnie bezlitośnie .... "ja i gresem".
No więc zacząłem od zaprojektowania puzzli, czyli przycięcia trapezowych płytek i całej opaski dookoła podestu. Środek miał być w karo. Po pierwszej przymiarce zabrałem się za klejenie.
Wkleiłem przycięte płytki i zabrałem się za przycinanie trójkątów do karo
O godzinie 22:15 wkleiłem ostatnie płytki. podest gotowy. Teraz jeszcze tylko dwa schodki i podstopnie, a na końcu cokolik.
wtorek, 27 sierpnia 2013
poniedziałek, 15 lipca 2013
dyby małżeńskie
Mój kumpel się żeni i zaprosił mnie na wieczór kawalerski. Wykonałem mu niepowtarzalny prezent na tą okazję :)
Wziąłem kawałek deski podrynnowej (bo grubsza niż zwykła i szersza też), wyheblowałem i wyszlifowałem szlifierką taśmową.
Następnie otwornica wyciąłem wstępne otwory używając prostej otwornicy na wiertarkę
I przeciąłem całość na pół wzdłuż.
Na jednym końcu przykręciłem zawiasy a na drugim prosty zamek na kłódkę. Wyrzynarką powiększyłem i dopasowałem otwory a później jeszcze poprawiłem je frezarką górno wrzecionową. nią też zaokrągliłem krawędzie otworów. Następnie wyrysowałem napis "MAŁŻEŃSTWO" ołówkiem i poprawiłem frezarką. Palnikiem do lutowania rurek miedzianych opaliłem delikatnie drewno nadając mu ciekawą fakturę i kolor.
Całość zapięta jest na złotą kłódkę z breloczkiem do kluczyka z napisem "klucz do piekła" :D
Teraz prawidłowa interpretacja. Jeśli żona rozepnie dyby i wypuści męża to będzie miała piekło. Dybami można spiąć młodych razem za ręce by na zawsze pozostali nierozłączni :)
Wziąłem kawałek deski podrynnowej (bo grubsza niż zwykła i szersza też), wyheblowałem i wyszlifowałem szlifierką taśmową.
Następnie otwornica wyciąłem wstępne otwory używając prostej otwornicy na wiertarkę
I przeciąłem całość na pół wzdłuż.
Na jednym końcu przykręciłem zawiasy a na drugim prosty zamek na kłódkę. Wyrzynarką powiększyłem i dopasowałem otwory a później jeszcze poprawiłem je frezarką górno wrzecionową. nią też zaokrągliłem krawędzie otworów. Następnie wyrysowałem napis "MAŁŻEŃSTWO" ołówkiem i poprawiłem frezarką. Palnikiem do lutowania rurek miedzianych opaliłem delikatnie drewno nadając mu ciekawą fakturę i kolor.
Całość zapięta jest na złotą kłódkę z breloczkiem do kluczyka z napisem "klucz do piekła" :D
Teraz prawidłowa interpretacja. Jeśli żona rozepnie dyby i wypuści męża to będzie miała piekło. Dybami można spiąć młodych razem za ręce by na zawsze pozostali nierozłączni :)
wtorek, 9 lipca 2013
Romet Ogar 200
Tak!! W moim garażu zagościł cud polskiej motoryzacji z czeskim silnikiem, czyli Ogar 200 z silnikiem jawy 223. 49cc silnik, 17" opon i 1,4 KW mocy :)
Z początku nie chciał w ogóle palić, ale po niewielkich naprawach, wymianie przerywacza, świecy i regulacji zapragnął jeździć :D.
Poprzedni właściciel szukając aparatu zapłonowego zdjął niewłaściwą pokrywę i wylał mu się olej. Zalał podobno mineralnym olejem, ale na mój gust zalał kawą z majonezem :D. Spuściłem, wypłukałem, wlałem hipol, przegoniłem go trochę, zlałem, i wlałem jeszcze raz hipol. Po paru kilometrach zleje i ten i zaleje silnik dedykowanym olejem do silników 2T z mokrym sprzęgłem.
Aktualnie mam nie lada frajdę szykując ten wynalazek, a tu dodam że szykuje go dla Piotrka, który złapał bakcyla motocyklowego :)
A tutaj zdjęcie kiedy podszykowany mechanicznie stoi i czeka w kolejce do badania technicznego :D
Z początku nie chciał w ogóle palić, ale po niewielkich naprawach, wymianie przerywacza, świecy i regulacji zapragnął jeździć :D.
Poprzedni właściciel szukając aparatu zapłonowego zdjął niewłaściwą pokrywę i wylał mu się olej. Zalał podobno mineralnym olejem, ale na mój gust zalał kawą z majonezem :D. Spuściłem, wypłukałem, wlałem hipol, przegoniłem go trochę, zlałem, i wlałem jeszcze raz hipol. Po paru kilometrach zleje i ten i zaleje silnik dedykowanym olejem do silników 2T z mokrym sprzęgłem.
Aktualnie mam nie lada frajdę szykując ten wynalazek, a tu dodam że szykuje go dla Piotrka, który złapał bakcyla motocyklowego :)
A tutaj zdjęcie kiedy podszykowany mechanicznie stoi i czeka w kolejce do badania technicznego :D
wtorek, 18 czerwca 2013
Piaskownica
Choć na razie trudno to nazwać piaskownicą, jest to jej pierwszy etap. Wybrałem ziemię na powierzchni prostokąta o wymiarach 130 na 170, ułożyłem na dnie płachtę z tworzywa, która tak na prawdę jest pozostałością po starym pawilonie ogrodowym, a następnie wymurowałem z betonowych bloczków taki prostokąt.
zostało jeszcze skręcić pomalować i zamocować i można sypać piasek :) .... co uczyniłem w kolejny weekend. Najpierw skręciłem i pomalowałem od spodu, potem zamocowałem i pomalowałem resztę.
Następnie przyszła kolej na przykrycie. Wiele lat temu kiedy zaczynałem przygodę z wyprawami rowerowymi a sakwy rowerowe były bardzo drogie, kupiłem od miłego Pana z allegro, który handlował kontenerami takiego tworzywa resztkę na jednej belce. Dla niego był to już odpad bo raptem z 10 metrów kwadratowych a dla mnie duuuużo materiału. Jest to płótno obustronnie powlekane PCV. Z takiego robi się plandeki na tiry. Na uszycie sakw zużyłem może ze 3 metry a reszta została. Teraz idealnie przydała się na przykrycie piaskownicy (jak to czasem dobrze jest chomikować różne rzeczy :D )
Na każdym boku przykrycia nabiłem po 3 napy zakupione w pasmanterii. są takie zestawy napów razem w komplecie ze specjalnym bolcem który wkłada się w nap po jego złożeniu i zanitowuje. Te w plandece są zanitowane a te na belkach są przykręcone na drewnowkręty.
Kiedy przykrycie było już gotowe zabrałem się za przesiewanie piasku. Sam Michałem w tym pomagał i to autentycznie był przydatny. przesialiśmy około 12 taczek piasku i wsypaliśmy do piaskownicy. Wczoraj praktycznie przez cały dzień z niej nie wyłaził .... tylko na trochę, na ognisko i kiełbaski :).
dalszy ciąg planów to obłożenie tego co wystaje ponad ziemię płytkami klinkierowymi (od 10 lat mam paczkę która została mi po tym jak ją kupiłem bo potrzebowałem dwie płytki do grilla ogrodowego w poprzednim domu) a następnie na wierzch zrobię ramę drewnianą z kantówki 20x20, bo taką mam :). Ciąg dalszy w krótce.
ostatnio troszkę podgoniłem ... :
zostało jeszcze skręcić pomalować i zamocować i można sypać piasek :) .... co uczyniłem w kolejny weekend. Najpierw skręciłem i pomalowałem od spodu, potem zamocowałem i pomalowałem resztę.
Następnie przyszła kolej na przykrycie. Wiele lat temu kiedy zaczynałem przygodę z wyprawami rowerowymi a sakwy rowerowe były bardzo drogie, kupiłem od miłego Pana z allegro, który handlował kontenerami takiego tworzywa resztkę na jednej belce. Dla niego był to już odpad bo raptem z 10 metrów kwadratowych a dla mnie duuuużo materiału. Jest to płótno obustronnie powlekane PCV. Z takiego robi się plandeki na tiry. Na uszycie sakw zużyłem może ze 3 metry a reszta została. Teraz idealnie przydała się na przykrycie piaskownicy (jak to czasem dobrze jest chomikować różne rzeczy :D )
Na każdym boku przykrycia nabiłem po 3 napy zakupione w pasmanterii. są takie zestawy napów razem w komplecie ze specjalnym bolcem który wkłada się w nap po jego złożeniu i zanitowuje. Te w plandece są zanitowane a te na belkach są przykręcone na drewnowkręty.
Kiedy przykrycie było już gotowe zabrałem się za przesiewanie piasku. Sam Michałem w tym pomagał i to autentycznie był przydatny. przesialiśmy około 12 taczek piasku i wsypaliśmy do piaskownicy. Wczoraj praktycznie przez cały dzień z niej nie wyłaził .... tylko na trochę, na ognisko i kiełbaski :).
wtorek, 7 maja 2013
W zeszłym roku obsadziłem betonowy krąg i zamałem betonem jako palenisko. Nie jest to jednak ani zbyt ładne ani zbyt praktyczne, bo nie ma na czym oprzeć kijka z kiełbaską a i koszenie trawy jest uciążliwe. Zapadła więc decyzja że na wierzch kamienie otoczaki, a dookoła kręgu kostka, żeby miało po czym kółko kosiarki przejechać.
Najpierw przymiarka kamieni i kostki. W koło kostki przeciąłem darń nożem i wydłumałem wszystko łopatą
W wtybrany rowek nałożyłem wymieszanej mieszanki betonowej i zacząłem wciskać na swoje miejsce kostkę
Po wyrównaniu i wypoziomowaniu kostki resztę betonu połozyłem na kręgu i wcisnąłem w ten beton kamienie.
Pozostał jednak wystający kołnierz betonu na zewnątrz co mi się nie podoba. Ułożyłem kilka znalezionych kamyczków i widzę że muszę pozyskać więcej i przykleić je w ten sposób.
Ostatnio zrobiłem zdjęcie paleniska w użyciu. Pomyślałem że ładnie uzupełni tę historię :)
poniedziałek, 22 kwietnia 2013
Niedzielna wertykulacja trawnika.
zawsze dziwnie mi się pisze słowo wertykulator, bo pierwsze 5 liter i 7 są obok siebie w jednej linii na klawiaturze :). No ale cóż.
Pożyczyłem w tym roku wertykulator od sąsiada. Nieduży, elektryczny ale nawet całkiem mocny. Oczywiście wertykulowanie trawnika rozmiaru mojego trawnika używając kosza jest bezsensu, bo co dwa kroki trzeba by go opróżniać a i tak połowa by wypadała. Tak więc bez kosza, i z klapą zaczepioną drutem żeby ładnie wypluwało siano na trawnik. Na zdjęciu po lewo trawnik niezwertykulowany a po prawo zwertykulowany.
Po wertykulacji przyszła pora na mniej przyjemne grabienie. Wyszło mi 4 worki po 240 litrów. Po zgrabieniu i tak zostało trochę siana na trawniku więc przejechałem cały kosiarką. Nie tylko wciągnęła resztę siana ale od razu wyrównała i przystrzygła delikatnie trawę. Po wszystkim posypałem trawnik nawozem i uruchomiłem podlewanie. Niestety w trakjcie wertykulacji rozwaliłem sobie jedną dyszę od nawadniania. Muszę sobie dokupić i wymienić.
Cała operacja pielęgnacji 800 metrowego trawnika zajęła cały dzień od późnego rana do zachodu słońca.
Pożyczyłem w tym roku wertykulator od sąsiada. Nieduży, elektryczny ale nawet całkiem mocny. Oczywiście wertykulowanie trawnika rozmiaru mojego trawnika używając kosza jest bezsensu, bo co dwa kroki trzeba by go opróżniać a i tak połowa by wypadała. Tak więc bez kosza, i z klapą zaczepioną drutem żeby ładnie wypluwało siano na trawnik. Na zdjęciu po lewo trawnik niezwertykulowany a po prawo zwertykulowany.
Po wertykulacji przyszła pora na mniej przyjemne grabienie. Wyszło mi 4 worki po 240 litrów. Po zgrabieniu i tak zostało trochę siana na trawniku więc przejechałem cały kosiarką. Nie tylko wciągnęła resztę siana ale od razu wyrównała i przystrzygła delikatnie trawę. Po wszystkim posypałem trawnik nawozem i uruchomiłem podlewanie. Niestety w trakjcie wertykulacji rozwaliłem sobie jedną dyszę od nawadniania. Muszę sobie dokupić i wymienić.
Cała operacja pielęgnacji 800 metrowego trawnika zajęła cały dzień od późnego rana do zachodu słońca.
Sobotnie prace blacharsko zbrojarskie
W święta wielkiej nocy Pani w Hondzie Jazz postanowiła przemodelować lewy bok mojego rodzinego autobusu. cały bok lekko zarysowany, ale drzwi kierowcy do wyrzucenia. Jako że samochód ten jest w ciagłej eksploatacji i Pani żona była głeboko niepocieszona że ma go oddać do warsztatu trzeba było wymyśleć coś innego. I tak wymyśliłem że znalazłem łądne drzwi w kolorze i zamówiłem przez internet. Przyjechały w tygodniu więc kiedy nadeszła sobota zabrałem się do roboty.
Około godziny zajęło mi rozzbrojenie starych drzwi, wyciągnięcie głośnika, zamka, i mechanizmu podnoszenia szyby i samej szyby, zdjęcia uszczelek, ramek, listwy zbierającej i lusterka. Przyszła kolej na wyciagnięcie wiązki, rozpięcie ogranicznika i zdjęcie drzwi z zawiasów. I tu ważna informaja dla tych co mają podobne plany. Do zdjęcia drzwi z zawiasów potrzebny jest klucz nasadowy z ewenętrznym torksem o rozmiarze E8. Bez niego ani rusz. Same drzwi zdjąć było łatwo.
Już 10 minut później nowe drzwi były założone. Odstawały jednak na góze około 1 cm. Jako że doświadczenia samochodowo blacharskie zdobywałem w warsztacie blacharsko lakierniczym 20 lat temu, niewiele myśląc przy użyciu drewnianego klocka wkładanego między drzwi a samochód po doginałem je i przekrzywiłem tak by wszędzie idealnie dolegały i pasowały. Założyłem zamek i podniosłem lekko rygiel na słupku, bo ściągał nowe drzwi w dół.
Kolejna godzinka i drzwi były uzbrojone i gotowe. W sumie całą operacja zajęła mi 3 godziny i jedno piwo Kasztelan Niepasteryzowany w puszcze :D
W niedalekiej przyszłości planuje jeszcze wymienić belkę tylnego zderzaka bo kupiłem fabrycznie montowany w tych samochodach wypinany hak holowniczy.
Około godziny zajęło mi rozzbrojenie starych drzwi, wyciągnięcie głośnika, zamka, i mechanizmu podnoszenia szyby i samej szyby, zdjęcia uszczelek, ramek, listwy zbierającej i lusterka. Przyszła kolej na wyciagnięcie wiązki, rozpięcie ogranicznika i zdjęcie drzwi z zawiasów. I tu ważna informaja dla tych co mają podobne plany. Do zdjęcia drzwi z zawiasów potrzebny jest klucz nasadowy z ewenętrznym torksem o rozmiarze E8. Bez niego ani rusz. Same drzwi zdjąć było łatwo.
Już 10 minut później nowe drzwi były założone. Odstawały jednak na góze około 1 cm. Jako że doświadczenia samochodowo blacharskie zdobywałem w warsztacie blacharsko lakierniczym 20 lat temu, niewiele myśląc przy użyciu drewnianego klocka wkładanego między drzwi a samochód po doginałem je i przekrzywiłem tak by wszędzie idealnie dolegały i pasowały. Założyłem zamek i podniosłem lekko rygiel na słupku, bo ściągał nowe drzwi w dół.
Kolejna godzinka i drzwi były uzbrojone i gotowe. W sumie całą operacja zajęła mi 3 godziny i jedno piwo Kasztelan Niepasteryzowany w puszcze :D
W niedalekiej przyszłości planuje jeszcze wymienić belkę tylnego zderzaka bo kupiłem fabrycznie montowany w tych samochodach wypinany hak holowniczy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


























