Trochę było ciszy w dzienniku budowy, ale to dla tego że 3 tygodnie temu urodziła mi się córeczka :) .. dokładnie następnego dnia po tym jak dokończyłem ogrodzenie :)
Kiedy emocej opadły i moje dziewczyny wróciły do domu, wyszedłem na podwórko i spojżałem na to .....
Na powyższym zdjęciu tak na prawdę już wyrwałem 2 taczki chwastów ....
Zdjęcie ronda trochę nie aktualne bo płot nie gotowy .. ale tak na prawdę wyglądało jeszcze gorzej bo chwasty urosły wyższe.
Wytoczyłem artylerię i zacząłem przygotowania terenu.Najpierw mniejwięcej wyrównałem teren na poziomie 10 cm poniżej planowanej wysokości. Potem pod chodznikiem przez wkopane tam peszle przeciągnałem rurki do nawadniania.
Następnie odkopałem zaślepioną rurę pozostawioną w ziemi gdy robione było nawadnianie ogrodu za domem. Zostawiona była właśnie po to by podłączyc do niej nawadnianie przed domem :)
Następnie wykopałem rowki na rurki do systemu nawadniania i ułozyłem w nim rury.
Potem wszystko podłączyłem i zamontowałem korpusy od zraszaczy.
Zakopałem, wyrównałem i zacząłem rozwijanie siatki na krety. Żeby się nie podwijała przypinałem ją do ziemi kawałkami drutu wygiętymi w odwrócone U. Problemem było to, że w miejscu gdzie ma być trawnik miałem po pierwsze wywalone pół wywrotki ziemi, a po drugie 3/4 big baga z torfem. Gdybym nie robił siatki nie było by to problemem, rozgrabic i już ... ale jak pod to wcisnąć siatkę?
Robiłem więc etapami, rozkłądając siatkę i przysypując ją ziemią tym samym zmniejszając rozmiar góry.
Potem zacząłem rozsypywać po tej ziemi torf, aż zostało go na tyle mało że mogłem odwlec ten wór na miejsce gdzie i tak nie będzie trawnika bo będą iglaki.
I po mału po mału po kawałku trawnik nabierał wyglądu
Ostatnią kupkę ziemi odrzuciłem na miejsce iglaków, rozłozyłem siatkę, i zasypałem odrzuconą ziemią.
Kiedy już wszystko było przygotowane wywałowałem cały teren. Nastęnie delikatnie przeleciałem grabiami po pierwsze by wyrównać a po drugie by nasiona trawy wpadały w rowki.
Na przegrabiony teren rozsypałem równomiernie nasiona trawy
Następnie całosć posypałem ziemią do trawników, której miałem 8 80 litrowych worków, kupionych jeszcze 2 lata temu .... trochę sobie po leżały :D
Uruchomiłem nawadnianie i pilnowałem by conajmniej 2 razy dziennie trawnik był podlewany. W nagrodę już 5 dni później wyglądał tak:
Jak mawia mój tato: trawa jak włosy na głowie słonia :)
Nastęnie podłączyłem jeszcze linie kroplującą dla tuj i dla ronda.
Tuj co prawda jaeszcze niema, ale będą :) Docelowo wepnę tu jeszcze 2 trójniki i ułoże dodatkowy odcinek linii kroplującej tam gdzie rabatka się poszerza.
Następnie posadziłem 6 120cm tuj w rabatce między furtką i bramą.
A na rądzie zamieszkała Jodła koreańska, która spodobała mi sie dla tego, że rosną na niej niebieskie szyszki :) Dookoła jeszcze 6 płożących się jałowców. W rabatce w tle, na obu końcach tez dwa małe jałowce, ale jeszcze nie jestem przekonany czy tam zostaną.
No i tak z kompletnej rozpierduchy zrobił się ładny ogród przed domem .... jeszcze trochę minie zanim się wszystko ładnie rozrośnie, ale wszystko ma się ku lepszemu.
Aha ... pewno zastanawiacie sie po co jest ten betonowy krąg na środku trawnika. Otóz wypełnie go wewnątrz betonem, dookoła obmuruje otoczakami i będzie to miejsce na ognisko :)
poniedziałek, 18 czerwca 2012
wtorek, 15 maja 2012
ogrodzenia ciąg dalszy oraz ławeczka
Plan właściwie realizowany jest zgodnie z harmonogramem. Dojechałem już z płotkiem do bramy, w tym też skróciłem furtkę (była za długa na dole i sztachety nie sięgały do jej dołu) oraz pomalowałem już wszystkie sztachety co do jednej. ruszyłem już też z płotkiem po drugiej stronie bramy i teraz pora na jakiś dłuższy dzień, bo bramę chce zrobić jednym rzutem, a to dla tego że w celu obicie jej sztachetami trzeba zdjąć z niej siatkę, a jak zdejmę siatkę i tak zostawie to okoliczne psy przychodza się do mnie na trawnik wysrać ....
Wczoraj byłem już tak zmęczony robieniem ogrodzenia ze postanowiłem zrobić sobie mały odpoczynek w ramach którego skosiłem trawnik oraz zrobiłem ławeczkę przed domem. Zastosowań dla łąweczki co nie miara ... można usiąsć na niej z wózeczkiem i dzidziusiem na słoneczku i po czytac książkę, można usiąść i odpocząć w trakcie robienia płotu, można usiąść i z sąsiadem napić się piwa .... poprostu ławeczka wielofunkcyjna :)
Żeliwne nogi dostałem od rodziców na urodziny wiele lat temu i tak stały i czekały aż się nad nimi ulituje. Wczoraj kupiłem dechy, po bejcowałem, po lakierowałem, przykręciłem i łąweczka gotowa.
Wczoraj byłem już tak zmęczony robieniem ogrodzenia ze postanowiłem zrobić sobie mały odpoczynek w ramach którego skosiłem trawnik oraz zrobiłem ławeczkę przed domem. Zastosowań dla łąweczki co nie miara ... można usiąsć na niej z wózeczkiem i dzidziusiem na słoneczku i po czytac książkę, można usiąść i odpocząć w trakcie robienia płotu, można usiąść i z sąsiadem napić się piwa .... poprostu ławeczka wielofunkcyjna :)
Żeliwne nogi dostałem od rodziców na urodziny wiele lat temu i tak stały i czekały aż się nad nimi ulituje. Wczoraj kupiłem dechy, po bejcowałem, po lakierowałem, przykręciłem i łąweczka gotowa.
wtorek, 8 maja 2012
Ogrodzenie czas zacząć
Po długiej przerwie spowodowanej chirurgicznymi przygodami, jeszcze ze szwami wystającymi z żeber zabrałem się za ogrodzenie. Najpierw z moim przyjacielem Andrzejkiem całą sobotę spawaliśmy poprzeczki między słupkami. Potem całą niedzielę je malowałem. Już na etapie budowy ogrodzenia i mocowania kotew wiadomo było, że chce aby słupki metalowe były schowane za sztachetami. Przęsła wyglądają tak:
W ten sposób rozpocząłem długi weekend majowy. W poniedziałek do pracy a we wtorek, 1-go maja rozstawiłem dwa 5cio metrowe stanowiska do malowania sztachet i dzięki słonecznej pogodzie 3 godziny później 100 sztachet było pomalowane z obu stron i suche (tu dodam, że malowanie odbywa się elektrycznym pistoletem natryskowo).
Jeszcze tego samego dnia pierwsze 15 sztachet było już przykręcone. Potem mała przerwa na wyjazd z dziećmi i przyczepą kempingową od środy, ale od powrotu w niedzielę każdego dnia po pracy przykręcam jedno przęsło między słupkami (czyli na razie 2 przęsła :D).
Jedyny problem na jaki napotkałem to przykręcenie sztachet które wypadają akurat na słupku, i nie koniecznie na jego środku. Tak więc po dwóch złamanych wiertłach i kilku niecenzuralnych słowach wysłanych ogólnie do wszechświata stanęło na tym, że sztachety które wypadają ni w pięć ni w dziesiąć, gdzieś na brzegu rury, z boku i na spawie są przykręcane tak , że wiercę otwór, gwintuje i przykręcam je taką oto śrubą:
A te które wypadają na środku rury są wiercone na wylot i przykręcane na wylot o tak:
Jeśli wykonam plan na ten tydzień to do jego końca powinienem przykręcić wszystkie sztachety które mam już pomalowane. Nie wiem co prawda czy uda mi się coś zdziałac w weekend, bo mam w planach pomagać Andrzejkowi w jego domku na działce ... ale może chociaż z rana wystawie i pomaluje nową porcję sztachet. zobaczymy.
W ten sposób rozpocząłem długi weekend majowy. W poniedziałek do pracy a we wtorek, 1-go maja rozstawiłem dwa 5cio metrowe stanowiska do malowania sztachet i dzięki słonecznej pogodzie 3 godziny później 100 sztachet było pomalowane z obu stron i suche (tu dodam, że malowanie odbywa się elektrycznym pistoletem natryskowo).
Jeszcze tego samego dnia pierwsze 15 sztachet było już przykręcone. Potem mała przerwa na wyjazd z dziećmi i przyczepą kempingową od środy, ale od powrotu w niedzielę każdego dnia po pracy przykręcam jedno przęsło między słupkami (czyli na razie 2 przęsła :D).
Jedyny problem na jaki napotkałem to przykręcenie sztachet które wypadają akurat na słupku, i nie koniecznie na jego środku. Tak więc po dwóch złamanych wiertłach i kilku niecenzuralnych słowach wysłanych ogólnie do wszechświata stanęło na tym, że sztachety które wypadają ni w pięć ni w dziesiąć, gdzieś na brzegu rury, z boku i na spawie są przykręcane tak , że wiercę otwór, gwintuje i przykręcam je taką oto śrubą:
A te które wypadają na środku rury są wiercone na wylot i przykręcane na wylot o tak:
Jeśli wykonam plan na ten tydzień to do jego końca powinienem przykręcić wszystkie sztachety które mam już pomalowane. Nie wiem co prawda czy uda mi się coś zdziałac w weekend, bo mam w planach pomagać Andrzejkowi w jego domku na działce ... ale może chociaż z rana wystawie i pomaluje nową porcję sztachet. zobaczymy.
wtorek, 6 marca 2012
Czyszczenie Komina
Jakkolwiek erotycznie by to nie brzmiało, chodzi o prawdziwy komin. Kiedy poprzednim razem go czyściłem kolega mówił mi że wyczytał, iz przy opalaniu węglem komin powinno się czyścic dwa razy na sezon, a drzewem raz. Wygląda na to że miał rację, bo ostatnio zaobserwowałem, że przy otwarciu drzwiczek od paleniska dym zbyt ochoczo wydostaje się na zewnątrz.
Choć trochę słabo widać to na zdjęciu, toewidentnie przy wylocie z przewodu dymnego pieca jest taka czarna narośl z sadzy.Wlazłem więc na dach.
Widok z dachu jest bardzo łądny :). Szybka fotka pamiatkowa domorosłego kominiarza.
No i wgląd w komin. Nawet tu na górze jest przybrudzony sadzami. Nie zrobiłem zdjęcia mojego urządzenia do czyszczenia kominów, ale uzupełnie to później.
Po czyszczeniu wyglądał z góry tak.
A z dołu tak. Widać, że narośl została usunięta. Z czyszczaka wygarnąłem wiadro sadzy. Potem wyczyściłem jeszcze czopuch od pieca i generalnie droga spalin jest bez przeszkód.
Choć trochę słabo widać to na zdjęciu, toewidentnie przy wylocie z przewodu dymnego pieca jest taka czarna narośl z sadzy.Wlazłem więc na dach.
Widok z dachu jest bardzo łądny :). Szybka fotka pamiatkowa domorosłego kominiarza.
No i wgląd w komin. Nawet tu na górze jest przybrudzony sadzami. Nie zrobiłem zdjęcia mojego urządzenia do czyszczenia kominów, ale uzupełnie to później.
Po czyszczeniu wyglądał z góry tak.
A z dołu tak. Widać, że narośl została usunięta. Z czyszczaka wygarnąłem wiadro sadzy. Potem wyczyściłem jeszcze czopuch od pieca i generalnie droga spalin jest bez przeszkód.
wtorek, 28 lutego 2012
Skrzyneczka na klucze gotowa!!
Jak w temacie. Skrzyneczka skończona. Kupiłem lakier w sprayu, śrubeczki do zawiasków i dokończyłem dzieło. Wisi już przy wejściu do wiatrołapu i przechowuje nasze klucze :)
Polakierowałem też wnętrzem włącznie z płytą pilśnoową w środku.
Wszystkie te krawędzie które były cięte, szlifowane i frezowane nabrały ponownie głębi koloru i połysku. Generalnie jestem bardzo zadowolony z efektu końcowego. Przerosła moje oczekiwania :)
Wszystkie te krawędzie które były cięte, szlifowane i frezowane nabrały ponownie głębi koloru i połysku. Generalnie jestem bardzo zadowolony z efektu końcowego. Przerosła moje oczekiwania :)
Poznałem też trochę lepiej cechy tego drewna i myślę, że za jakiś czas (gdy już zdrowie pozwoli) będe mógł zwócić do parapetów z marbauu.
niedziela, 26 lutego 2012
Prace Stolarskie cz.8 - przerywnik czyli skrzyneczka na klucze
No właśnie.... przerywnik. Powód dość błachy, a mianowicie dopadło mnie choróbsko ... alebo kilka choróbsk ... albo lekarze nie wiedzą co to jest .... Z początku gorączka i przeszywający ból całkowicie mnie zdyskwalifikował od robienia czegokolwiek oprócz leżenia i sapania, jednak po 4 dniach zaczęło mnie nosić. Lekko przygarbiony, ostrożnie by nie urazić bolących mięśni międzyżebrowych po tuptałem do garażu. Za cięzkie rzeczy nie ma się co brać bo zdrowie nie to, ale coś by się zrobiło.
Odkąd sprzedałem poprzedni domek i z premedytacją pozostawiłem tam naszą skrzyneczkę na klucze (bo była za mała i nie dało się jej domknać) wiedziałem że zrobię nową sam. Potem kiedy kupowałem z żonką deski na podłogę tez wiedziałem że z nich właśnie zrobię ten "domek na klucze". No i w sumie idealna okazja żeby poćwiczyć pracę z tym materiałem, bo co tu dożo mówić, merbau to nie sosna i zanim zacznę robić z niego parapety czy schody to trzeba go poznać. Dośc szybko zrobiłem drzwiczki, tak szybko że nawet nie mam zdjęć z procesu produkcyjnego. Kilka sklajonych deseczek a na wierzch ramka. Ramka była nudna więc trochę podfrezowałem ją po wewnętrznej stronie.
Jak widać na zdjęciu, zanim zrobiłem pierwsze zdjęcie to wstępnie zmontowałem też korpus. Na tym zdjęciu jest on pusty w środku i bez pleców. Na następnym zresztą też, ale tam go lepiej widać :)
Po ściśnięciu domku na klej zrobiłem przerwę na obiad a następnie z synkami udałem się do Obi gdzie kupiliśmy małe zawiaski i haczyki. Po powrocie wyjąłem drzwiczki z ramki i ostrzożnie obruciłem na drugą stronę (nie zdejmując ścisków). Zrobiłem pomiary i wyciąłem plecy skrzyneczki z plecówki meblowej (płyty pilsniowej). Z począdku miałem dac białą strona do środka, ale była jakaś w plamach (plecówka z odzysku). Dopasowałem, doszlifowałem i wkleiłem. Przypiąłem ją tez na krawędziach zszywaczem tapicerskim. Obracam i co? oczywiście machinalnie dałem białym do środka. No i dawaj wyciągac zszywki i obracać. Poprawiłem klej, wstrzeliłem nowe zszywki i tym razem było dobrze. W poprzednim domku haczyki były wkręcone w pilśnię. Nie do końca mnie to przekonywało (choć wytrzymało kilka lat). Tym razem zrobiłem merbauowe listeweczki, przykleiłem je, przyszyłem od tyłu zszywaczem i dopiero wkręciłem w nie haczyki (po uprzednim nawierceniu otworów oczywiście). Haczyki przeszły przez listewke i plecówkę. Tym razem mogę na tym wieszać chyba nawet klucze francuskie :)
Środek domku na klucze wygląda teraz tak:
Na koniec podfrezowałem w drzwiczkach miejsce na zawiaski i wkręciłem je. Nie mam jednak na tyle krótkich małych a zarazem solidnych śrubek żeby wkręcić je w boczną ściankę skrzynki, któa to ścianka ma zaledwie 10mm. Poza tym, część drewna jest lakierowana a część nie (bo to z finiszparkietu robione) więc wypadało by trysnąć czymś. Jutro w wracając od lekarza (kolejnego już) zatrzymam się w celu zakupienia lakieru w sprayu (nie chce mi się walczyć z moim pistoletem elektrycznym na taką małą powierzchnię) oraz dopowiednich śrubek.
Odkąd sprzedałem poprzedni domek i z premedytacją pozostawiłem tam naszą skrzyneczkę na klucze (bo była za mała i nie dało się jej domknać) wiedziałem że zrobię nową sam. Potem kiedy kupowałem z żonką deski na podłogę tez wiedziałem że z nich właśnie zrobię ten "domek na klucze". No i w sumie idealna okazja żeby poćwiczyć pracę z tym materiałem, bo co tu dożo mówić, merbau to nie sosna i zanim zacznę robić z niego parapety czy schody to trzeba go poznać. Dośc szybko zrobiłem drzwiczki, tak szybko że nawet nie mam zdjęć z procesu produkcyjnego. Kilka sklajonych deseczek a na wierzch ramka. Ramka była nudna więc trochę podfrezowałem ją po wewnętrznej stronie.
Jak widać na zdjęciu, zanim zrobiłem pierwsze zdjęcie to wstępnie zmontowałem też korpus. Na tym zdjęciu jest on pusty w środku i bez pleców. Na następnym zresztą też, ale tam go lepiej widać :)
Po ściśnięciu domku na klej zrobiłem przerwę na obiad a następnie z synkami udałem się do Obi gdzie kupiliśmy małe zawiaski i haczyki. Po powrocie wyjąłem drzwiczki z ramki i ostrzożnie obruciłem na drugą stronę (nie zdejmując ścisków). Zrobiłem pomiary i wyciąłem plecy skrzyneczki z plecówki meblowej (płyty pilsniowej). Z począdku miałem dac białą strona do środka, ale była jakaś w plamach (plecówka z odzysku). Dopasowałem, doszlifowałem i wkleiłem. Przypiąłem ją tez na krawędziach zszywaczem tapicerskim. Obracam i co? oczywiście machinalnie dałem białym do środka. No i dawaj wyciągac zszywki i obracać. Poprawiłem klej, wstrzeliłem nowe zszywki i tym razem było dobrze. W poprzednim domku haczyki były wkręcone w pilśnię. Nie do końca mnie to przekonywało (choć wytrzymało kilka lat). Tym razem zrobiłem merbauowe listeweczki, przykleiłem je, przyszyłem od tyłu zszywaczem i dopiero wkręciłem w nie haczyki (po uprzednim nawierceniu otworów oczywiście). Haczyki przeszły przez listewke i plecówkę. Tym razem mogę na tym wieszać chyba nawet klucze francuskie :)
Środek domku na klucze wygląda teraz tak:
poniedziałek, 20 lutego 2012
Prace Stolarskie cz.7 - Koniec parapetów sosnowych i przymiarka do merbauu
Jak w temacie. Dokończyłem ostatni sosnowy parapet w pokoju Piotrusia. Dokleiłem mu boki, pobejcowałem, polakierowałem i zamontowałem. Wyglądało to tak.
Po takiej pracy pora na odrobinę zabawy. Pojechaliśy z chłopakami na sanki i ulepić bałwana.
Po powrocie wziąłem się za sprzątanie garażu po pracach stolarskich i odkryłem że zostało mi sporo dziwnokrztałtnych odpadów po robieniu parapetów. jako że nie mogę zlokalizować moich małych kobyłem któe przydały by mi się w warsztacie to przystąpiłem do szybkiej produkcji :)
Po pociąciu desek na jakieś unormowane wymiary (przy okazji wyprodukowałem synkowi spora ilość listewek do modeli samolotów które robi) skręciłem dwie sympatyczne kobyłki (lub jak ktoś woli "koziołki")
Wszystko ładnie posprzątałem, wprowadziłem do garażu samochód .... i stwierdziłem że już starczy odpoczynku. W niedzielę samochód wystawiłem, kobyłki rozstawiłem i zabrałem się za próbny parapet z merbauu. Nie mam do końca pomysłu, ale chciałem brzegowe deseczki doszlifować pod kątem 45 stopni tak by rant wyglądał jak jedna decha .... chyba jednak przy moich narzędziach nie jestem w stanie (zwłaszcza z tak twardego drewwna) uzyskać tak precyzyjnego cięcia. No ale po kolei.
Najpierw wyciałem odpowiedni krztałt z płyty OSB 28mm. Następnie zacząłem eksperymentować czym uciąć deseczkę pod kątem 45 stopnie w zdłuż. Próbowałem frewarką, ale moja wrzecionówka się do tego nie nadaje (choć miałem nadzieje że a i owszem). W efekcie przerobiłem trochę moją krajzegę i po położeniu na boku nawet się nadaje. Jednak drewno jest twarde a zęby w pile choć nie duże to jednak trochę szarpią.
Niby wygląda dobrze, ale te pół milimetra szparki i tak ni się nie podoba.
Tak z góry wygląda OK, ale te brzegi trzeba jakoś obrobić ....
Po sklejałem, po skręcałem i zobaczymy .. ale nie jestem dobrej myśli ... będe walczył dalej.
Po takiej pracy pora na odrobinę zabawy. Pojechaliśy z chłopakami na sanki i ulepić bałwana.
Po powrocie wziąłem się za sprzątanie garażu po pracach stolarskich i odkryłem że zostało mi sporo dziwnokrztałtnych odpadów po robieniu parapetów. jako że nie mogę zlokalizować moich małych kobyłem któe przydały by mi się w warsztacie to przystąpiłem do szybkiej produkcji :)
Po pociąciu desek na jakieś unormowane wymiary (przy okazji wyprodukowałem synkowi spora ilość listewek do modeli samolotów które robi) skręciłem dwie sympatyczne kobyłki (lub jak ktoś woli "koziołki")
Wszystko ładnie posprzątałem, wprowadziłem do garażu samochód .... i stwierdziłem że już starczy odpoczynku. W niedzielę samochód wystawiłem, kobyłki rozstawiłem i zabrałem się za próbny parapet z merbauu. Nie mam do końca pomysłu, ale chciałem brzegowe deseczki doszlifować pod kątem 45 stopni tak by rant wyglądał jak jedna decha .... chyba jednak przy moich narzędziach nie jestem w stanie (zwłaszcza z tak twardego drewwna) uzyskać tak precyzyjnego cięcia. No ale po kolei.
Najpierw wyciałem odpowiedni krztałt z płyty OSB 28mm. Następnie zacząłem eksperymentować czym uciąć deseczkę pod kątem 45 stopnie w zdłuż. Próbowałem frewarką, ale moja wrzecionówka się do tego nie nadaje (choć miałem nadzieje że a i owszem). W efekcie przerobiłem trochę moją krajzegę i po położeniu na boku nawet się nadaje. Jednak drewno jest twarde a zęby w pile choć nie duże to jednak trochę szarpią.
Niby wygląda dobrze, ale te pół milimetra szparki i tak ni się nie podoba.
Tak z góry wygląda OK, ale te brzegi trzeba jakoś obrobić ....
Po sklejałem, po skręcałem i zobaczymy .. ale nie jestem dobrej myśli ... będe walczył dalej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















































